poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 6

- Dużo inaczej - przyznałam - ale wyglądasz ślicznie!
Zrobiła dziwną minę, a ja mrugnęłam.
- Chodź mamy iść do pokoi. Podobno czekają tam nasze pokojówki - gadałam wesoło prowadząc ją po schodach - Myślisz, że będziemy mieć pokoje blisko siebie czy jakoś dalej? Uważasz, że pozwolą nam wyjść do ogrodu? Może...
- Uspokój się - zatrzymała mój słowotok, a ja spojrzałam na nią skrzywdzona - Gdybyś skończyła mówić i się rozejrzała zobaczyłabyś, że jesteśmy przed twoim pokojem, a mój - dodała widząc że otwieram usta - jest naprzeciwko
Mruknęłam cicho zadowolona i wciągnęłam ją do pokoju. W środku stały trzy dziewczyny. Spojrzały po sobie zaskoczone, bo najwyraźniej spodziewały się, iż przyjdę sama. Odwróciłam głowę w stronę Sav po czym obie się rozchichotałyśmy.
- Jestem Cosette - powiedziałam z uśmiechem - A to Savara

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 5

- Nie masz po ci pakować zapasowych rzeczy. I tak cię nie odeślą - obdarzyłam ją promiennym uśmiechem.
- Konkuruję z 34 innymi dziewczynami - pokręciła głową. - I w sumie z tobą też.
Zrobiłam zaskoczoną minę.
- Czyli teraz będziemy najgorszymi wrogami? - Zaśmiałam się. Cos mi zawtórowała i śmiałyśmy się we dwie. - A wracając do tematu,  to zabieram ze sobą jakieś rzeczy. Spodnie, kartki,  notes i długopisy. Parę zdjęć - wzruszyłam ramionami,  sięgając po mały plecak. - Chyba powinnaś już iść. Musimy się spakować,  wypać i tak dalej.
- Okej - przytuliła mnie na pożegnanie,  po czym wyszła. Po dwudziestu minutach byłam spakowana. Siedząc na łóżku, słuchałam jak wszyscy włącznie z moimi siostrami, powoli wychodzą. Przebrałam się i wyszłam do salonu. 
- Jak tam? Myślałem, że śpisz. - Mruknął Caine,  sprzątając coś ze stołu.
- Nie śpię - odparłam, skubiąc kawałek koszulki. - Denerwuję się. Na pewno dasz sobie z nią radę?
- Sava... -  Westchnął podchodząc do mnie. Położył mi silne ręce na ramionach.Po chwili napotkałam spojrzenie jego niebieskich oczu. - Byliśmy nie fair. Zostawiliśmy ciebie praktycznie samą z tym problemem. Teraz czas, byś zajęła się sobą. Tak więc nie myśl o tym.  Ten jeden raz. - Pokiwałam głową. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Brat wzniósł oczy do nieba. - Jeśli jest to jeszcze jeden ktoś, który będzie ględził o eliminacjach, zabiję na miejscu. - Mimowolnie zachichotałam, idąc w stronę łazienki. Zaczęłam myć zęby. Kiedy wróciłam do salonu,  na kanapie siedziała jakaś postać. Caine kręcił się po kuchni, gotując wodę na herbatę. 
- Posterunkowy Jarvis! - Zawołałam, kiedy tylko rozpoznałam siedzącego mężczyznę. Ciemne włosy,  przeplatane siwizną,  zostały gładko przyczesane. Wstał, prwie zahaczając głową o sufit. Był bardzo wysoki. 
- Hej mała - mrugnął do mnie szarym okiem. - Gratuluję ci przejścia! Malva mało co nie popłakała się ze szczęścia,  kiedy ciebie zobaczyła - powiedział lekko zamyślony jak zawsze kiedy opowiadał o swojej jedynej córce. 
- Niech pan ja pozdrowi - usiadłam naprzeciwko mężczyzny. Po chwilo Caine przyniósł dwie herbaty i czekoladę dla mnie. - Co pana sprowadza ?
- Oboje wiecie,  że wasz ojciec służył w policji - rzucił na nas okiem. - Nikt wam jednak nigdy nie powiedział prawdy. - Pochyliłam się do przodu,  podobnie jak brat. - Wasz ojciec był członkiem tajnej policji,  której jednym z zadań jest pilnowanie rodziny królewskiej. 
- Bez jaj - wyrwało mi się. Mężczyzna zgromił mnie wzrokiem. 
- Z jajami. Przechodząc do sedna. Mam dla ciebie zadanie Sav. Kandydatki są ciągle pilnowane,  ale wypadki chodzą po tym świecie. Chcę,  byś do nas wstąpiła i była następczynią ojca - przesunął w moją stronę kaburę z pistoletem oraz odznakę. Przez chwilę byłam tylko zdolna do poruszania ustami. Spojrzałam na Caina,  jednak on tylko uśmiechnął się lekko. 
- To twój wybór. 
- O jeju... - Westchnęłam,  chwytając odznakę. Była to pozłacana tarcza z głową wilka. Na dole było wypisane moje imię i nazwisko.  - Naprawdę...? 
- Tak. To będzie twoje jakby drugoplaniwe zadanie. Środki ostrożności. Zdemaskuj się tylko wtedy,  kiedy to konieczne. I nie mów nic matce. Nie przepada za mną oraz całym tym pomysłem. Więc jak? 
- Nawet jeśli odpadnę,  będę w pałacu? - Upewniłam się. 
- Dokładnie tak. Do końca eliminacji. 
- Idę na to - skinęłam głową. Popatrzyłam na brata. - Nic nie mówisz? 
- No wiesz - odchrząknął,  cały czerwony. Po chwili wyciągnął swoją odznakę. Patrzyłam to na tarczę,  to na niego. 
- Nic mi nie powiedział zdrajca - mruknęłam. Mężczyźni zaśmiali się głośno. Przez następną godzinę tłumaczyli mi wszystki zasady. Nikomu nie mogłam o niczym powiedzieć. Nikomu . Miałam też więcej swobód,  w porównaniu do reszty kandydatek. Mogłam między innymi wchodzić do pokojów rodziny królewskiej, co chyba zaskoczyło mnie najbardziej. Oprócz tego miałam tam zapewniony trening oraz parę innych rzeczy. 
 ***
Następnego dnia rano,  obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. 
- Wstawaj Sava. Czekają na ciebie - poinfornował mnie Caine, nawet nie wchodząc do pokoju. 
- Już idę... - Ziewnęłam szeroko,  zasłaniając usta dłonią. Ubrałam się,  nie zapominając o przypięciu odznaki oraz broni do paska. Ukryłam to wszystko pod szeroką,  szarą bluzką Caina. W jadalni czekała uśmiechnięta Cos. 
- Gotowa? - Spytała,  obejmując mnie ramieniem. 
- Bardziej już nie będę - zmusiłam się do śmiechu. Po pożegnaniu się z mieszkańcami miasta, co moim zdaniem było bez sensu, nadszedł czas na rozłąkę z bliskimi. 
- Powodzenia Sava - szepnęła Annie,  przytulając mnie mocno. Lucinda uściskała mnie na tyle,  na ile pozwalał jej ciążowy brzuszek. 
- Powodzenia dziewczyny! - Sophie pomachała nam,  kiedy wsiadłyśmy do auta. Po chwili odjechaliśmy w stronę lotniska. Na terminalu czekały już dwie dziewczyny. Rozpoznałam Hush i Rachel. 
- Hej - przedstawiła się Cos,  przełamując pierwsze lody. - Ja jestem Cosette a to Savara - wskazała na mnie ruchem głowy. Dopiero po chwili zorientowałam się,  że sprawiła sobie kocie uszy. 
- Wiem - uśmiechnęła się Hush, wyciągając rękę. Uścisnęłam ją trochę nieśmiało. - Trudno zapomnieć te włosy - zaśmiała się cicho. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę. Rachel bardziej słuchała, niż mówiła ,  ale i tak wydawała mi się sympatyczna. 
- Wiecie właściwie,  na kogo czekamy? - Spytałam zainteresowana. Rach miała mi odpowiedzieć,  kiedy przerwał jej pisk tenisówek na śliskiej podłodze. 
- Wybaczcie,  że musiałyście na mnie czekać - powiedziała dziewczyna, którą rozpoznałam jako Raven. - Miałam jakiś problem z samochodem. Możemy lecieć - poleciła, kierując się do samolotu. Po chwili wzbiliśmy się w powietrze, lecąc nad miastami. Przez cały czas wyglądałam przez okno, zachwycając się tym widokiem.
- Pięknie tu - westchnęłam, odwracając się do Raven. Wzruszyła ramionami, obrzucając mnie krytycznym wzrokiem, zaczynając od niebieskich włosów, na podartych spodniach kończąc. Odpowiedziałam jej zimnym spojrzeniem, wyjmując z plecaka okulary przeciwsłoneczne.
- Jak myślisz? Będą kazali mi je przefarbować? - Spytała cicho Rachel, bawiąc się końcówkami kruczoczarnych włosów.
- Chyba nie. Są śliczne - reszta czasu minęła mi na rozmowie z dziewczyną. Cos świetnie dogadywała się z Hush, więc ledwie zauważyły jak wylądowaliśmy. Na lotnisku czekały na nas tłumy ludzi. Cieszyłam się z tego, że miałam okulary. Flesze aparatów zaatakowały nas kiedy tylko pojawiłyśmy się w drzwiach. Zaskoczyło mnie, ile osób wołało moje imię. Poczułam jak kąciki ust mimowolnie unoszą mi się do góry. Szłam po dywanie, pozwalając aparatom robić zdjęcia. Po kilku minutach zostałyśmy w piątkę zapakowane do samochodu. Ruszyliśmy w powolną drogę do pałacu.
- Niedobrze mi - szepnęłam, opierając głowę o ramię Cos, siedzącej obok. mnie.
- To z nerwów - odpowiedziała, powolnym ruchem gładząc moje włosy. Pokiwałam tylko głową. Kilka minut później zostałam dosłownie zerwana z miejsca, przez wyciągające mnie dwie dziewczyny w strojach pokojówek.
- Chodźmy panienko. Musimy się pośpieszyć - chwyciły mnie pod ramiona, praktycznie ciągnąc w stronę drzwi. Szybko opowiedziały mi, co gdzie jest, choć i tak nic nie zapamiętałam. Potem zaprowadziły mnie do jakiejś sali. Było w niej pełno ludzi, luster i ubrań. Wszędzie śmierdziało lakierem do włosów, paznokci i czymś przyjemnym. Jakby kokosem. Zabrano nas w jakieś oddalone miejsce i zrobiono zdjęcia.
- Jesteście w końcu! - Zawołała jakaś blondynka, podchodząc do nas szybko. Nie mam pojęcia jakim cudem nie wywaliła się na tych szpilkach.  - Dobrze. Powinniśmy zdążyć. Panienka Savara na dwójkę... - nie zdążyłam usłyszeć reszty, bo ktoś pociągnął mnie na wyznaczone stanowisko.
- Kochana! - Zawołał jakiś facet, ujmując moją twarz w dłonie. - Siadaj proszę - praktycznie pchnął mnie na fotel i odwrócił do lustra. - Niestety trzeba będzie zrobić coś z włosami. Jaki masz naturalny kolor?
- Blond - wykrztusiłam. - Naprawdę nie może taki zostać?
- Nie, nie nie - pokręcił głową. - Idę poszukać odpowiedniej farby -Mężczyzna odszedł, jednak po chwili wrócił z jakąś maziają. W czasie kiedy on zajmował się moją fryzurą, jakieś dwie dziewczyny postanowiły zrobić porządek z moimi paznokciami.Potem  nałożyły mi naprawdę delikatny makijaż, o co prawie pokłóciłam się z swoim stylistą. Po prawie godzinie byłam gotowa. Stałam teraz przez wieszakami z różnymi sukienkami. Zdecydowałam się na niebiesko-czarną z ogonem.
- Sava? - Usłyszałam za sobą głos Cos. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam niedowierzanie na jej twarzy.
- Trochę inaczej co? - Spytałam, nieśmiało się uśmiechając i obracając dookoła. Pasek z bronią przypięłam do uda tak, by w niczym mi nie przeszkadzały oraz były niewidoczne. 

czwartek, 28 maja 2015

Zdjęcia

Beatrice
    Florence
    Rosalie
    Angel
    Anastasja
    Hush


    Layla



Gabriela

Falcon
Anette
Angelina
Daylight

Rachel


Alice


Jacquline

Sonja

Diana
Raven
Rosemary

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 4

Po chwili wróciła Sav w towarzystwie dziwnego faceta.
- Witam - powiedział cicho, przesuwając spojrzenie po każdym z nas, po czym odwrócił się do dziewczyny - Czy możemy przejść w jakieś... ustronniejsze miejsce?
- Pewnie - odparła
Spojrzała na mnie prosząco. Poderwałam się z miejsca i ruszyłam za "Panem Chudym". Weszliśmy do pokoju niebieskowłosej.
- Jak mówiłem miałem omówić z panią sprawy eliminacji, jednak najpierw zapytam, może pani wie gdzie mieszka... - zerknął w papiery - Cosette Green?
- To ja - odezwałam się, chyba pierwszy raz w jego towarzystwie
Kiwnął głową zadowolony.

***

Półgodziny wykładu! Naprawdę?! Facet nie zna umiaru. Złożyłyśmy z 10 podpisów i po jakimś czasie wyszedł, przypominając, że jutro wylatujemy do stolicy.
- Co pakujesz? - spytałam - Ja tylko jakieś rzeczy na przebranie jakby mnie odesłali i może jakąś małą pamiątkę?

środa, 20 maja 2015

Rozdział 3

- Ale co? - Zrobiłam minę niewiniątka. - W sensie, że to? - spytałam, podając jej kopertę. Dosłownie wyrwała mi ją z ręki i szybko przeczytała list ze środka. 
- Jesteśmy razem! - Zawołała zadowolona, prawie że skacząc w miejscu. 
- Co się dzieje dziewczynki? - Spytała mama, wchodząc do pokoju. 
- Słychać was w całym domu - mruknął stojący za nią Caine. 
- Jesteśmy w Eliminacjach - wyjaśniłam, siląc się na uśmiech. Przez następne pięć  minut dom był miejscem krzyku, radości i uścisków. Przyszli oczywiście rodzice Cos, by dowiedzieć się o co chodzi. Sophie uściskała mnie mocno. Wydawało się, że wszyscy są szczęśliwi. Oprócz mnie. W głowie kołatało mi tylko jedno pytanie. Kto zajmie się mamą? Ostatnimi dniami wszystko było okej, jednak często zdażało jej się nagle cichnąc, zamykać w sobie i odcinać od świata. Czasem trwało to kilka godzin. Czasem nawet kilka dni. Było tak od kiedy pamiętam, jednak bardzo nasiliło się po śmierci taty. Przez następne kilka dni przez nasz dom przewinęło się tyle osób, ile chyba nigdy. Bezpieczeństwo ze względu na rebeliantów, nowe ubrania, odpowiednia dieta... Przez to wszystko mama znowu się zamknęła. Jak zwykle nastąpiło to nagle. Siedzieliśmy w dwie rodziny. Moja i Cosette. Śmialiśmy się z czegoś, kiedy nagle ona zamilkła, wpatrując się w jeden punkt. 
- Gdzie jest Eddy? - Spytała pustym głosem, patrząc w przestrzeń. 
- Tutaj jestem skarbie. Chodź się położyć. Dobrze ci to zrobi - Caine zerwał się z miejsca i powoli odprowadził ją do jej sypialni. Zapadła niezręczna cisza. Nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Otworzę - wysiliłam się na uśmiech. Przed domem stał jakiś mężczyzna. Strasznie blady i chudy. 
- Zastałem Savarę Blackwell? - Spytał cicho, poprawiając kapelusz. 
- We własnej osobie - uniosłam pytająco jedną brew. - Coś się stało?
- Moje imię Randal. Miałem przyjść omówić sprawy Eliminacji. 
- Evaelyn o panu wspominała. Zapraszam - otworzyłam drzwi szerzej, wpuszczając go do środka. 

Rozdział 2

Wszyscy wpatrywaliśmy się w mamę, która powoli, drżącymi rekami otworzyła list przychodzący z zamku.

Szanowni Państwo!
Informujemy, iż Cosette Green, mieszkanka Remindii została wylosowana przez naszego księcia Ethana. Zakwalifikowała się tym do wstępnych eliminacji(...)
Pozdrowienia,
Rodzina Królewska 

Otworzyła usta ze zdziwienia. Wylosowali mnie! O matko! Sophie zaczęła piszczeć i rzuciła mi się na szyję.
- Wiedziałam! - krzyczała
Uśmiechnęłam się podrywając.
- Chcesz powiedzieć Savarze, prawda? - tata uśmiechnął się ze zrozumieniem
- Bardzo - spojrzałam na niego błagalnie
- Leć
W tej samej sekundzie trzasnęły drzwi wejściowe.

***

Stanęłam przed drzwiami i zapukałam szybko.
- Dzień dobry, pani Blackwell - uśmiechnęłam się
- Witaj, wejdź
Przywitałam się z rodzeństwem przyjaciółki, po czym pomknęłam do jej pokoju.
- Sava! - pisnęłam rzucając się jej na szyję.
Jak zwykle, zresztą.
- Dostałaś? - spytałam
Podobno z jednego miasta miały zostać wylosowane 2 dziewczyny. Pytanie brzmi: Z którego?

Rozdział 1

Tego dnia wstałam wcześniej niż zwykle. Musiałam złapać listonosza,  zanim zrobi to mama. Szczególnie,  jeśli miał list. Ubrałam się szybko w czarne, krótkie spodenki i białą koszulkę,  którą zatknęłam za pasek. Ogarnęłam burzę niebieskich kłaków,  po czym po cichu wymknęłam na zewnątrz. Rodzeństwo spało w salonie,  zajmując całą podłogę. Jedynie Luci spała na sofie,  by nic nie stało się dziecku. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Dobrze było,  kiedy jesteśmy wszyscy razem. Szkoda,  że tak rzadko się to zdarza. Cain mieszkał w innym mieście,  praktycznie na drugim końcu kraju. Lucinda, razem z mężem mieszkała trzy ulice dalej,  jednak była bardzo zapracowana. A Annie podróżuje razem z swoim chłopakiem.  Westchnęłam,  wychodząc z zatłoczonego domu na zewnątrz. Mniej więcej po dziesięciu minutach zauważyłam listonosza,  jadącego spokojnie na rowerze.
- Witaj Savaro. To dla ciebie - podał mi kopertę z grubego papieru i parę innych listów. - Pozdrów mamę i życz jej zdrowia.
- Dziękuję. Przekażę - odparłam,  z uśmiechem wracając do domu. Bezszelestnie prześlizgnęłam się znowu do pokoju,  po drodze odkładając rachunki. Zamknęłam drzwi na klucz,  po czym usiadłam na łóżku. Zacmokałam parę razy,  oglądając uważnie kopertę z pałacu. Drżącymi rękami rozdarłam chropowaty papier i wyciągnęłam list ze środka.  Powoli chłonęłam kolejne kawałki tekstu...  O nie...  Schowałam list pod poduszkę,  modląc się w duchu,  by to był zwykły sen. Wstałam i zaczęłam przygotowywać śniadanie,  budząc wszystkich w domu.
***
Ktoś zapukał do drzwi wejściowych. Stałam właśnie u siebie,  obracając kopertę w dłoniach. Powiedzieć im? W końcu i tak się dowiedzą...