środa, 20 maja 2015

Rozdział 3

- Ale co? - Zrobiłam minę niewiniątka. - W sensie, że to? - spytałam, podając jej kopertę. Dosłownie wyrwała mi ją z ręki i szybko przeczytała list ze środka. 
- Jesteśmy razem! - Zawołała zadowolona, prawie że skacząc w miejscu. 
- Co się dzieje dziewczynki? - Spytała mama, wchodząc do pokoju. 
- Słychać was w całym domu - mruknął stojący za nią Caine. 
- Jesteśmy w Eliminacjach - wyjaśniłam, siląc się na uśmiech. Przez następne pięć  minut dom był miejscem krzyku, radości i uścisków. Przyszli oczywiście rodzice Cos, by dowiedzieć się o co chodzi. Sophie uściskała mnie mocno. Wydawało się, że wszyscy są szczęśliwi. Oprócz mnie. W głowie kołatało mi tylko jedno pytanie. Kto zajmie się mamą? Ostatnimi dniami wszystko było okej, jednak często zdażało jej się nagle cichnąc, zamykać w sobie i odcinać od świata. Czasem trwało to kilka godzin. Czasem nawet kilka dni. Było tak od kiedy pamiętam, jednak bardzo nasiliło się po śmierci taty. Przez następne kilka dni przez nasz dom przewinęło się tyle osób, ile chyba nigdy. Bezpieczeństwo ze względu na rebeliantów, nowe ubrania, odpowiednia dieta... Przez to wszystko mama znowu się zamknęła. Jak zwykle nastąpiło to nagle. Siedzieliśmy w dwie rodziny. Moja i Cosette. Śmialiśmy się z czegoś, kiedy nagle ona zamilkła, wpatrując się w jeden punkt. 
- Gdzie jest Eddy? - Spytała pustym głosem, patrząc w przestrzeń. 
- Tutaj jestem skarbie. Chodź się położyć. Dobrze ci to zrobi - Caine zerwał się z miejsca i powoli odprowadził ją do jej sypialni. Zapadła niezręczna cisza. Nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Otworzę - wysiliłam się na uśmiech. Przed domem stał jakiś mężczyzna. Strasznie blady i chudy. 
- Zastałem Savarę Blackwell? - Spytał cicho, poprawiając kapelusz. 
- We własnej osobie - uniosłam pytająco jedną brew. - Coś się stało?
- Moje imię Randal. Miałem przyjść omówić sprawy Eliminacji. 
- Evaelyn o panu wspominała. Zapraszam - otworzyłam drzwi szerzej, wpuszczając go do środka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz