- Nie masz po ci pakować zapasowych rzeczy. I tak cię nie odeślą - obdarzyłam ją promiennym uśmiechem.
- Konkuruję z 34 innymi dziewczynami - pokręciła głową. - I w sumie z tobą też.
Zrobiłam zaskoczoną minę.
- Czyli teraz będziemy najgorszymi wrogami? - Zaśmiałam się. Cos mi zawtórowała i śmiałyśmy się we dwie. - A wracając do tematu, to zabieram ze sobą jakieś rzeczy. Spodnie, kartki, notes i długopisy. Parę zdjęć - wzruszyłam ramionami, sięgając po mały plecak. - Chyba powinnaś już iść. Musimy się spakować, wypać i tak dalej.
- Okej - przytuliła mnie na pożegnanie, po czym wyszła. Po dwudziestu minutach byłam spakowana. Siedząc na łóżku, słuchałam jak wszyscy włącznie z moimi siostrami, powoli wychodzą. Przebrałam się i wyszłam do salonu.
- Konkuruję z 34 innymi dziewczynami - pokręciła głową. - I w sumie z tobą też.
Zrobiłam zaskoczoną minę.
- Czyli teraz będziemy najgorszymi wrogami? - Zaśmiałam się. Cos mi zawtórowała i śmiałyśmy się we dwie. - A wracając do tematu, to zabieram ze sobą jakieś rzeczy. Spodnie, kartki, notes i długopisy. Parę zdjęć - wzruszyłam ramionami, sięgając po mały plecak. - Chyba powinnaś już iść. Musimy się spakować, wypać i tak dalej.
- Okej - przytuliła mnie na pożegnanie, po czym wyszła. Po dwudziestu minutach byłam spakowana. Siedząc na łóżku, słuchałam jak wszyscy włącznie z moimi siostrami, powoli wychodzą. Przebrałam się i wyszłam do salonu.
- Jak tam? Myślałem, że śpisz. - Mruknął Caine, sprzątając coś ze stołu.
- Nie śpię - odparłam, skubiąc kawałek koszulki. - Denerwuję się. Na pewno dasz sobie z nią radę?
- Sava... - Westchnął podchodząc do mnie. Położył mi silne ręce na ramionach.Po chwili napotkałam spojrzenie jego niebieskich oczu. - Byliśmy nie fair. Zostawiliśmy ciebie praktycznie samą z tym problemem. Teraz czas, byś zajęła się sobą. Tak więc nie myśl o tym. Ten jeden raz. - Pokiwałam głową. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Brat wzniósł oczy do nieba. - Jeśli jest to jeszcze jeden ktoś, który będzie ględził o eliminacjach, zabiję na miejscu. - Mimowolnie zachichotałam, idąc w stronę łazienki. Zaczęłam myć zęby. Kiedy wróciłam do salonu, na kanapie siedziała jakaś postać. Caine kręcił się po kuchni, gotując wodę na herbatę.
- Posterunkowy Jarvis! - Zawołałam, kiedy tylko rozpoznałam siedzącego mężczyznę. Ciemne włosy, przeplatane siwizną, zostały gładko przyczesane. Wstał, prwie zahaczając głową o sufit. Był bardzo wysoki.
- Hej mała - mrugnął do mnie szarym okiem. - Gratuluję ci przejścia! Malva mało co nie popłakała się ze szczęścia, kiedy ciebie zobaczyła - powiedział lekko zamyślony jak zawsze kiedy opowiadał o swojej jedynej córce.
- Niech pan ja pozdrowi - usiadłam naprzeciwko mężczyzny. Po chwilo Caine przyniósł dwie herbaty i czekoladę dla mnie. - Co pana sprowadza ?
- Oboje wiecie, że wasz ojciec służył w policji - rzucił na nas okiem. - Nikt wam jednak nigdy nie powiedział prawdy. - Pochyliłam się do przodu, podobnie jak brat. - Wasz ojciec był członkiem tajnej policji, której jednym z zadań jest pilnowanie rodziny królewskiej.
- Bez jaj - wyrwało mi się. Mężczyzna zgromił mnie wzrokiem.
- Z jajami. Przechodząc do sedna. Mam dla ciebie zadanie Sav. Kandydatki są ciągle pilnowane, ale wypadki chodzą po tym świecie. Chcę, byś do nas wstąpiła i była następczynią ojca - przesunął w moją stronę kaburę z pistoletem oraz odznakę. Przez chwilę byłam tylko zdolna do poruszania ustami. Spojrzałam na Caina, jednak on tylko uśmiechnął się lekko.
- To twój wybór.
- O jeju... - Westchnęłam, chwytając odznakę. Była to pozłacana tarcza z głową wilka. Na dole było wypisane moje imię i nazwisko. - Naprawdę...?
- Tak. To będzie twoje jakby drugoplaniwe zadanie. Środki ostrożności. Zdemaskuj się tylko wtedy, kiedy to konieczne. I nie mów nic matce. Nie przepada za mną oraz całym tym pomysłem. Więc jak?
- Nawet jeśli odpadnę, będę w pałacu? - Upewniłam się.
- Dokładnie tak. Do końca eliminacji.
- Idę na to - skinęłam głową. Popatrzyłam na brata. - Nic nie mówisz?
- No wiesz - odchrząknął, cały czerwony. Po chwili wyciągnął swoją odznakę. Patrzyłam to na tarczę, to na niego.
- Nic mi nie powiedział zdrajca - mruknęłam. Mężczyźni zaśmiali się głośno. Przez następną godzinę tłumaczyli mi wszystki zasady. Nikomu nie mogłam o niczym powiedzieć. Nikomu . Miałam też więcej swobód, w porównaniu do reszty kandydatek. Mogłam między innymi wchodzić do pokojów rodziny królewskiej, co chyba zaskoczyło mnie najbardziej. Oprócz tego miałam tam zapewniony trening oraz parę innych rzeczy.
***
Następnego dnia rano, obudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
- Wstawaj Sava. Czekają na ciebie - poinfornował mnie Caine, nawet nie wchodząc do pokoju.
- Już idę... - Ziewnęłam szeroko, zasłaniając usta dłonią. Ubrałam się, nie zapominając o przypięciu odznaki oraz broni do paska. Ukryłam to wszystko pod szeroką, szarą bluzką Caina. W jadalni czekała uśmiechnięta Cos.
- Gotowa? - Spytała, obejmując mnie ramieniem.
- Bardziej już nie będę - zmusiłam się do śmiechu. Po pożegnaniu się z mieszkańcami miasta, co moim zdaniem było bez sensu, nadszedł czas na rozłąkę z bliskimi.
- Powodzenia Sava - szepnęła Annie, przytulając mnie mocno. Lucinda uściskała mnie na tyle, na ile pozwalał jej ciążowy brzuszek.
- Powodzenia dziewczyny! - Sophie pomachała nam, kiedy wsiadłyśmy do auta. Po chwili odjechaliśmy w stronę lotniska. Na terminalu czekały już dwie dziewczyny. Rozpoznałam Hush i Rachel.
- Hej - przedstawiła się Cos, przełamując pierwsze lody. - Ja jestem Cosette a to Savara - wskazała na mnie ruchem głowy. Dopiero po chwili zorientowałam się, że sprawiła sobie kocie uszy.
- Wiem - uśmiechnęła się Hush, wyciągając rękę. Uścisnęłam ją trochę nieśmiało. - Trudno zapomnieć te włosy - zaśmiała się cicho. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę. Rachel bardziej słuchała, niż mówiła , ale i tak wydawała mi się sympatyczna.
- Wiecie właściwie, na kogo czekamy? - Spytałam zainteresowana. Rach miała mi odpowiedzieć, kiedy przerwał jej pisk tenisówek na śliskiej podłodze.
- Wybaczcie, że musiałyście na mnie czekać - powiedziała dziewczyna, którą rozpoznałam jako Raven. - Miałam jakiś problem z samochodem. Możemy lecieć - poleciła, kierując się do samolotu. Po chwili wzbiliśmy się w powietrze, lecąc nad miastami. Przez cały czas wyglądałam przez okno, zachwycając się tym widokiem.
- Pięknie tu - westchnęłam, odwracając się do Raven. Wzruszyła ramionami, obrzucając mnie krytycznym wzrokiem, zaczynając od niebieskich włosów, na podartych spodniach kończąc. Odpowiedziałam jej zimnym spojrzeniem, wyjmując z plecaka okulary przeciwsłoneczne.
- Jak myślisz? Będą kazali mi je przefarbować? - Spytała cicho Rachel, bawiąc się końcówkami kruczoczarnych włosów.
- Chyba nie. Są śliczne - reszta czasu minęła mi na rozmowie z dziewczyną. Cos świetnie dogadywała się z Hush, więc ledwie zauważyły jak wylądowaliśmy. Na lotnisku czekały na nas tłumy ludzi. Cieszyłam się z tego, że miałam okulary. Flesze aparatów zaatakowały nas kiedy tylko pojawiłyśmy się w drzwiach. Zaskoczyło mnie, ile osób wołało moje imię. Poczułam jak kąciki ust mimowolnie unoszą mi się do góry. Szłam po dywanie, pozwalając aparatom robić zdjęcia. Po kilku minutach zostałyśmy w piątkę zapakowane do samochodu. Ruszyliśmy w powolną drogę do pałacu.
- Niedobrze mi - szepnęłam, opierając głowę o ramię Cos, siedzącej obok. mnie.
- To z nerwów - odpowiedziała, powolnym ruchem gładząc moje włosy. Pokiwałam tylko głową. Kilka minut później zostałam dosłownie zerwana z miejsca, przez wyciągające mnie dwie dziewczyny w strojach pokojówek.
- Chodźmy panienko. Musimy się pośpieszyć - chwyciły mnie pod ramiona, praktycznie ciągnąc w stronę drzwi. Szybko opowiedziały mi, co gdzie jest, choć i tak nic nie zapamiętałam. Potem zaprowadziły mnie do jakiejś sali. Było w niej pełno ludzi, luster i ubrań. Wszędzie śmierdziało lakierem do włosów, paznokci i czymś przyjemnym. Jakby kokosem. Zabrano nas w jakieś oddalone miejsce i zrobiono zdjęcia.
- Jesteście w końcu! - Zawołała jakaś blondynka, podchodząc do nas szybko. Nie mam pojęcia jakim cudem nie wywaliła się na tych szpilkach. - Dobrze. Powinniśmy zdążyć. Panienka Savara na dwójkę... - nie zdążyłam usłyszeć reszty, bo ktoś pociągnął mnie na wyznaczone stanowisko.
- Kochana! - Zawołał jakiś facet, ujmując moją twarz w dłonie. - Siadaj proszę - praktycznie pchnął mnie na fotel i odwrócił do lustra. - Niestety trzeba będzie zrobić coś z włosami. Jaki masz naturalny kolor?
- Blond - wykrztusiłam. - Naprawdę nie może taki zostać?
- Nie, nie nie - pokręcił głową. - Idę poszukać odpowiedniej farby -Mężczyzna odszedł, jednak po chwili wrócił z jakąś maziają. W czasie kiedy on zajmował się moją fryzurą, jakieś dwie dziewczyny postanowiły zrobić porządek z moimi paznokciami.Potem nałożyły mi naprawdę delikatny makijaż, o co prawie pokłóciłam się z swoim stylistą. Po prawie godzinie byłam gotowa. Stałam teraz przez wieszakami z różnymi sukienkami. Zdecydowałam się na niebiesko-czarną z ogonem.
- Sava? - Usłyszałam za sobą głos Cos. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam niedowierzanie na jej twarzy.
- Trochę inaczej co? - Spytałam, nieśmiało się uśmiechając i obracając dookoła. Pasek z bronią przypięłam do uda tak, by w niczym mi nie przeszkadzały oraz były niewidoczne.
- Pięknie tu - westchnęłam, odwracając się do Raven. Wzruszyła ramionami, obrzucając mnie krytycznym wzrokiem, zaczynając od niebieskich włosów, na podartych spodniach kończąc. Odpowiedziałam jej zimnym spojrzeniem, wyjmując z plecaka okulary przeciwsłoneczne.
- Jak myślisz? Będą kazali mi je przefarbować? - Spytała cicho Rachel, bawiąc się końcówkami kruczoczarnych włosów.
- Chyba nie. Są śliczne - reszta czasu minęła mi na rozmowie z dziewczyną. Cos świetnie dogadywała się z Hush, więc ledwie zauważyły jak wylądowaliśmy. Na lotnisku czekały na nas tłumy ludzi. Cieszyłam się z tego, że miałam okulary. Flesze aparatów zaatakowały nas kiedy tylko pojawiłyśmy się w drzwiach. Zaskoczyło mnie, ile osób wołało moje imię. Poczułam jak kąciki ust mimowolnie unoszą mi się do góry. Szłam po dywanie, pozwalając aparatom robić zdjęcia. Po kilku minutach zostałyśmy w piątkę zapakowane do samochodu. Ruszyliśmy w powolną drogę do pałacu.
- Niedobrze mi - szepnęłam, opierając głowę o ramię Cos, siedzącej obok. mnie.
- To z nerwów - odpowiedziała, powolnym ruchem gładząc moje włosy. Pokiwałam tylko głową. Kilka minut później zostałam dosłownie zerwana z miejsca, przez wyciągające mnie dwie dziewczyny w strojach pokojówek.
- Chodźmy panienko. Musimy się pośpieszyć - chwyciły mnie pod ramiona, praktycznie ciągnąc w stronę drzwi. Szybko opowiedziały mi, co gdzie jest, choć i tak nic nie zapamiętałam. Potem zaprowadziły mnie do jakiejś sali. Było w niej pełno ludzi, luster i ubrań. Wszędzie śmierdziało lakierem do włosów, paznokci i czymś przyjemnym. Jakby kokosem. Zabrano nas w jakieś oddalone miejsce i zrobiono zdjęcia.
- Jesteście w końcu! - Zawołała jakaś blondynka, podchodząc do nas szybko. Nie mam pojęcia jakim cudem nie wywaliła się na tych szpilkach. - Dobrze. Powinniśmy zdążyć. Panienka Savara na dwójkę... - nie zdążyłam usłyszeć reszty, bo ktoś pociągnął mnie na wyznaczone stanowisko.
- Kochana! - Zawołał jakiś facet, ujmując moją twarz w dłonie. - Siadaj proszę - praktycznie pchnął mnie na fotel i odwrócił do lustra. - Niestety trzeba będzie zrobić coś z włosami. Jaki masz naturalny kolor?
- Blond - wykrztusiłam. - Naprawdę nie może taki zostać?
- Nie, nie nie - pokręcił głową. - Idę poszukać odpowiedniej farby -Mężczyzna odszedł, jednak po chwili wrócił z jakąś maziają. W czasie kiedy on zajmował się moją fryzurą, jakieś dwie dziewczyny postanowiły zrobić porządek z moimi paznokciami.Potem nałożyły mi naprawdę delikatny makijaż, o co prawie pokłóciłam się z swoim stylistą. Po prawie godzinie byłam gotowa. Stałam teraz przez wieszakami z różnymi sukienkami. Zdecydowałam się na niebiesko-czarną z ogonem.
- Sava? - Usłyszałam za sobą głos Cos. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam niedowierzanie na jej twarzy.
- Trochę inaczej co? - Spytałam, nieśmiało się uśmiechając i obracając dookoła. Pasek z bronią przypięłam do uda tak, by w niczym mi nie przeszkadzały oraz były niewidoczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz